Język lata jak łopata, czyli jak mówi twój bohater?

A język lata, lata jak łopata. I to nie jedna łopata, ale cały ich arsenał. Często o tym zapominamy, pisząc i kreując. Kogo, co? Naszych bohaterów, z którymi zżywamy się od samego początku pracy nad książką. Od chwili, kiedy pomysł zaczął kiełkować w głowie.

Bardzo dużo uwagi poświęca się opisom bohaterów. Było to popularne u klasyków, potem przez jakiś czas panowała w tym aspekcie oszczędność. Stawiano na akcję i przedstawienie postaci poprzez działanie – co zresztą jest nadal wskazane w filmie. A tymczasem literatura, bardziej elastyczna, bardziej tolerancyjna, bardziej kreatywna (pod niektórymi względami) wraca do korzeni. Czyli do tworzenia postaci z krwi i kości, prezentując sam proces „budowania” postaci na kartkach książki. Widać to zwłaszcza we współczesnych kryminałach. Czasem wydaje się nawet, że akcja jest rozdzielona wstawkami pisarza z jego brudnopisu, w którym to szkicował charakterystyk,e postaci. Nie ma w tym nic złego – proszę nie sugerować się określeniem „brudnopis”, choć zdania oczywiście i na ten temat są podzielone.

Jedno jest pewne, taki zabieg daje pisarzowi możliwość uporządkowania dla siebie i czytelnika sytuacji życiowej bohaterów, ale również uporać się z ich językiem. Choć mam teraz skojarzenia z reklamami szczoteczek do zębów, które dbają również o higienę języka, chodzi mi zupełnie o co innego. Czy czytając książki zwracacie uwagę na to, jakim językiem posługują się bohaterowie? Czy wszyscy co do jednego w konkretnym tytule wysławiają się w identyczny sposób? Czy może już poprzez wypowiedź można zauważyć z jakiej klasy społecznej, jakiej epoki, jakiego zawodu jest bohater, a nawet w jakim jest wieku? Jeśli da się to rozróżnić, to znak, że trafiliście na bardzo dobrą książkę.

Wieźmy statystycznego kibica, takiego, który w euforii po wygranym meczu, bądź w furii po przegranym natyka się na profesora fizyki kwantowej w podeszłym wieku. Raczej ich wypowiedzi będą się różniły.

Świetną praktyką, by nauczyć się po pierwsze zwracać uwagę na różnorodność wypowiedzi bohaterów i samemu pamiętać o tym w trakcie pisania własnej książki, jest słuchanie audiobooków. Nie wszystkich oczywiście, ale takich, w których lektor idzie za pisarzem i sam wyraźnie wyczuwa jak zaprezentować słowa kolejnych postaci. Mistrzem w tej dziedzinie jest Maciej Stuhr. Warto posłuchać wszystkich czytanych przez niego książek. Szczególnie polecam Czerwonego kapitana i Wołanie kukułki. To genialny sprawdzian dla nas – pisarzy i fantastyczna przygoda z lekturą dla nas – czytelników.

Realizm, wiarygodność, indywidualność tkwią w szczegółach. A jednym z nich jest język postaci. Mało tego, jest to jedno z narzędzi, którym można wpływać nie tylko na kreację bohaterów, ale pokazywać ich relacje, ich pragnienia, skrywane troski, niewypowiadane żale, pytania, pragnienia, radość, wszystko to, czego – o dziwo – nie chcemy przekazać czytelnikowi wprost.

Komentarze zostały zablokowane.