O czym piszą polskie pisarki?

o_czym_pisza_pisarki

Temat opowieści jest niezwykle ważny. Zapewne, jeśli stworzymy interesującego bohatera, który będzie miał nudne życie, to może i przykuje uwagę czytelników, a może i nie. O czym pisze się we współczesnej literaturze? Imperium Kobiet zapytał o to kilka polskich pisarek. Mnie też, przeczytajcie.

Czytamy ich książki, zachwycamy się, śmiejemy, płaczemy. A potem rozglądamy się za kolejnym tytułem, dobierając go do swojego nastroju, zainteresowań, stanu emocjonalnego, sytuacji życiowej.
Często sięgamy po lekturę, by odpocząć, a czasami by przeżyć historie bohaterów razem z nimi, bo wydają się nam tak bardzo znajome, jakby nasze własne. Pomagają, uspokajają, dodają otuchy. O czym piszą współczesne polskie pisarki?

Katarzyna Tubylewicz
Autorka powieści „Własne miejsca” ,”Rówieśniczki”, „Ostatnia powieść Marcela”
W maju 2017 nakładem wydawnictwa Wielka Litera ukaże się jej zbiór reportaży o Szwecji.

Turecka pisarka Elif Shafak powiedziała kiedyś, że o piszących mężczyznach myśli się najpierw jako o „autorach” a dopiero potem jako mężczyznach. Z pisarkami jest na odwrót, widzi się w nich najpierw kobiety, a dopiero potem autorki. To wcale nie jest błahy problem, tylko poważne utrudnienie. Musi się z nim zmierzyć każda pisząca kobieta. Na przykład bardzo często usiłuje się nas wepchnąć do szuflady z tzw. „literaturą kobiecą”, co w języku polskim jest niestety określeniem lekceważącym oznaczającym coś lekkiego i pozbawionego uniwersalizmu. Bycie pisarką jest więc walką o bycie traktowaną poważnie, walką o to, by dla czytelników i krytyków być najpierw autorką, a dopiero potem kobietą. W tym sensie kobiece pisanie jest aktem politycznym, zwłaszcza w tak konserwatywnym kraju jak Polska. Z tego względu myślę, że nie warto pisać o rzeczach nieistotnych. W moich powieściach powracają tematy, które uważam za bardzo ważne i uniwersalnie ludzkie. Na przykład kwestia poszukiwania własnej tożsamości i dojrzewania wewnętrznego, temat różnic kulturowych, ograniczeń narzucanych jednostce przez jej otoczenie. Interesują mnie tematy wyobcowania i braku tolerancji, ludzka samotność i różne formy emigracji, tej związanej z podróżą i tej wewnętrznej. Staram się przy tym tworzyć soczyste opowieści, bo jako czytelniczka najbardziej cenię głębokie książki, które jednak doskonale się czyta. Na przykład wczesne powieści Atwood, całą twórczość Eleny Ferrante i tłumaczonej przeze mnie Majgull Axelsson czy prozę Zadie Smith. W roku 2016 zostawiłam na jakiś czas moje powieściowe światy wymyślone, po to by napisać książkę reportażową o współczesnej Szwecji, kraju, w którym mieszkam od siedemnastu lat. To opowieść o społeczeństwie, w którym debata polityczna jest silnie powiązana z dyskusją o etyce. O społecznej solidarności, która wcale nie jest łatwa, o trwającym w Szwecji kryzysie migracyjnym, o feminizmie, równouprawnieniu, duchowości i konfliktach wartości, które wstrząsają dziś nie tylko Szwecją, ale całą Europą. Przedstawiam w tej książce wielu niezwykłych ludzi. Jestem szczęśliwa, że mogłam ich spotkać, a nie stałoby się to, gdybym nie była pisarką.

Marika Krajniewska
Autorka powieści: „Papierowy Motyl”, „Zapach malin”, „Za zakrętem”, „Schronisko”, „Białe noce”.

Swego czasu dużo miejsca w mojej twórczości zajmowały historie zaczerpnięte z życia, tego życia, o którym dziś nie pamiętamy. Przetwarzałam zasłyszane w dzieciństwie historie o czasach wojennych i powojennych. Nie wiedziałam, czy będą one ważne dla czytelnika, były ważne dla mnie. Czytelnicy dziękowali, że mogli to przeżyć jeszcze raz. Zderzyć się ze swoimi emocjami. Niedawno rozmawiałam o moim zbiorze opowiadań „Pięć” z aktorką, która jako mała dziewczynka przeżywała bombardowanie podczas powstania warszawskiego. Poprosiła, abym spisała jej historię, ponieważ nie możemy o takich historiach zapominać. Tematy powieści zazwyczaj podpowiada mi życie, wszak to ono pisze najlepsze scenariusze. A ja piszę, aby przekazać czytelnikom historie, dzięki którym będą mogli wyzwolić swoje emocje. Myślę, że moją zaletą jest prosty język, za pomocą którego mogę przekazać wiele. Z racji tego, że pożyczam historie z życia wzięte, mam obowiązek stworzyć pełnokrwistych bohaterów. Stawiam przed nimi wyzwania, przeplatam z historią, ich własną i tą, co wydarza się za oknem. Za oknem bohaterów, ale też jego przodków. Patrzę i analizuję, jak wplątujemy się w wir wydarzeń, podejmujemy decyzje i próbujemy w nich trwać. I okazuje się, za każdym razem, że tak na dobrą sprawę piszę o miłości. Nie banalnie, emocjonalnie. O sile każdego z nas. Pisząc chcę przekazać czytelnikom wiarę.

Magdalena Witkiewicz
Autorka m.in. „Pierwszej na liście”, „Szkoły żon”, czy „Pracowni dobrych myśli”

Bardzo często dostaję od moich Czytelniczek maile o zbliżonej treści „Pani Magdo, napisała pani historię o mnie!” Moim zdaniem pisarz powinien sprawnie obserwować rzeczywistość. Często piszę o poważnych sprawach, które dzieją się tuż obok. Piszę w sposób lekki, odprężający. Moje książki są przyjemną rozmową z przyjaciółką, z którą siedzę pod kocem, z lampką wina w dłoni. Bez żadnej pozy i wymuszonej rozmowy. Moje bohaterki zwierzają się ze swoich kłopotów czytelniczkom i wspólnie z nimi podejmują próbę rozwiązania swoich problemów. Czasem gubią się w życiu, często podejmują niewłaściwe decyzje. Obserwuję rzeczywistość i poruszam tematy, które spotykają kobiety na każdym kroku. Pisałam już o bezpłodności, o zdradzie, przemocy ekonomicznej, a nawet o przeszczepie szpiku i aborcji. Nigdy nie oceniam. Staram się zawsze pokazać dwie strony medalu. W swoich książkach udowadniam, że decyzje, jakie podejmują kobiety, zawsze zależą od sytuacji w jakiej się aktualnie znajdują. Do każdej książki solidnie się przygotowuję, dużo czytam, rozmawiam ze specjalistami. Przy budowie postaci pracuję z psychologami, psychiatrami. Chcę, by w tym moim świecie bajek dla dorosłych dziewczynek była prawda. By opisywane sytuacje mogły się zdarzyć w rzeczywistości, mogły spotkać każdą kobietę. Tą, którą jesteśmy i tą, którą mijamy każdego dnia po drodze do pracy. Bardzo często kobiety zmęczone codziennym życiem mają ochotę sięgnąć po lżejszą literaturę, z gwarancją dobrego zakończenia. Jeżeli ta literatura może jeszcze czegoś nauczyć, to świetnie. Moim największym sukcesem są czytelniczki, które zarejestrowały się do bazy dawców szpiku po przeczytaniu „Pierwszej na liście” – powieści o tym, że czasem dawcy szpiku wycofują się w ostatnim momencie. Czy to misja? Nie wiem. Ale na pewno bardzo mi zależy, by moje książki dawały dobrą energię, która napędza do robienia pozytywnych rzeczy.

Anna Litwinek Malarka
Pisarka, projektantka. Wielbicielka awiacji, huku maszyn latających i ciszy lasu.

Zanim zabiorę się do pisania w głowie powstaje kanwa; opowieść z bohaterem wrzuconym w sieć uplecioną ze zdarzeń, decyzji i emocji. Dziesiątki takich historii pojawiło się i zniknęło zanim poruszyłam palcami. Nieliczne utknęły, nurtowały, budziły w nocy i domagały się rzeźbienia w detalu. Taki temat dostaje wtedy ode mnie szansę; ubieram go w słowa, które później zalegają w pamięci komputera. Przyznaję, mam porównywalną do stosu butów w garderobie liczbę zaczętych opowieści, czekających na swój czas i miejsce. Skąd się biorą? Z tego samego miejsca, skąd buty. Z głębi potrzeby serca. Wychodząc od drobiazgu, zasłyszanego zdania, które poruszy, twarzy, która zapadnie w pamięć, obrazu trwale powracającego w snach – powoli rozwija się temat. Winna jest przyrodzona natura obserwatora, który widzi więcej, słyszy i nie umie przejść obojętnie. Widzę, zapamiętuję, łączę zdarzenia, a później staram się stworzyć opowieść, która czytelnika wciągnie i być może, nie gwarantuję, jedynie aspiruję, zmieni. To, co mnie osobiście kształtuje i zmienia, to zdarzenia, które wybijają ze stabilnego życia i stawiają przed wyborami, przeszkodami; magiczne drobiazgi, które zdarzają się każdemu z nas; emocjonujące historie jednostek wrzuconych w wir dziejowych losów świata. Zawieram je w swoich opowieściach, które traktuję nie jak misję, lecz formę autoterapii i radzenia sobie z zalegającymi w duszy śladami życia. Chcę je wyrzucić w formie, w której do mnie nie wrócą, a zaczną iść własną ścieżką, zwalniając mnie od swojego ciężaru. Każdy obraz, jaki maluję, każdy napisany tekst jest moim dzieckiem. Staram się je zaopatrzyć w mocne ramy, przekaz i silną wolę, a potem wyganiam w świat.

Zebrała: Ilona Adamska, przeczytaj w magazynie Imperium Kobiet

Komentarze zostały zablokowane.